Co by nam się sąsiedztwo od zachodu nie nudziło, w stronę Berlina rusza z odsieczą, szmuglowana jeszcze przed translacją, paczka młodych, zdolnych i przetytułowanych ludzików pióra. Jeszcze oni ludziki, bo niewyrośnięte formalnie, stylistycznie rozczochrane, a miejscami nawet naiwnie wywrotkowe i społecznie zaangażowane, a już im przychodzi bronić dobrego imienia narodowej kultury w stolicy europejskiego alt-u. Czy mają jednak czego bronić? Germańska wyobraźnia zaludniona już obrazkami z Polski, gdzie brzydko, smutno i kradną w dodatku, natomiast kultura mniej oficjalna wie doskonale, że owe: brzydota, smutek i złodziejstwo kryją w sobie iście romantyczną nutę, czyli zagraj to jeszcze raz sam. Nowy transport półproduktów "made in Poland" został aczkolwiek nieźle pogrupowany: wpierw Saganki z gwizdem obijające się o pop kulturową masarnię (gdzie bebechy odmóżdżerstwa sąsiadują z pop snobizmem), potem aktywiści protorealizmu z nosem przy ziemi (bo wtedy lepiej słychać jęk żebrzącej biedoty), na koniec zaś perfomance wymieszany z aktualnie modnymi orientacjami na "mniejszości" (nieważne czy seksualne czy też ideologiczne). Całkiem to składne, bo też wszystkich tych autorów więcej łączy niż dzieli i właściwie bez przerwy się spotykają na przeróżnych imprezach, więc czemu by nie Berlin, czemu by nie coctail w polskiej ambasadzie, czemu by nie wywiady dla niemieckojęzycznej prasy? Wywiady rzecz jasna o tym, że brzydko, smutno i kradną. Bo też na inny obraz Polski, w tym momencie, decydentów kulturowych nie stać.
poniedziałek, czerwca 13, 2005
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
Przecież w tamtym roku w Berlinie w czasie wchodzenia Polski do Uni "Raster" się swoim projektem kompletnie skompromitował. I znowu?
no bo: brzydko, smutno i kradną, między innymi...
Prześlij komentarz